Piotr Szlichtyng

Przyszły prezydent, albo premier – to się jeszcze zobaczy. Najmłodszy członek zespołu INFORMATION DESIRED, a jednocześnie najszybciej pnący się w górę. Idzie jak błyskawica. A wszystko zaczęło się od przypadkowego spotkania w Uberze w drodze do Otwocka…

- Już w trakcie studiów chciałem na siebie zarabiać, dlatego zacząłem jeździć jako kierowca taksówki. Pewnego dnia do mojego samochodu wsiadł Tomek Kuzak. Jak to on, z uśmiechem na twarzy, od razu zagadał: „Siemanko! Jak tam? Co tam?...”. A że trasę mieliśmy długą, bo jechaliśmy z centrum Warszawy do Otwocka i to w korkach, mieliśmy sporo czasu, żeby pogadać – wspomina Piotr.

- Tomek zapytał co robię, powiedziałem, że jeżdżę Uberem, zatrudniam też innych kierowców, a jednocześnie studiuję marketing i zarządzanie na SGH – kontynuuje Piotr.

To był doskonały początek znajomości. Tomek opowiedział Piotrowi o INFORMATION DESIRED, o tym, jak chce zmieniać branżę marketingu internetowego. Zaiskrzyło.

- Trochę mi zakręcił w głowie, zburzył wiele stereotypów na temat marketingu i bardzo mi się to spodobało. Nie będę ukrywał, że pomyślałem, że to okazja, żeby się dobrze sprzedać i może znaleźć sobie nową, fascynującą pracę – przyznaje z uśmiechem.

Udało się. Na koniec kursu Tomek zapytał Piotra, czy ma trochę wolnego czasu i czy nie chciałby współpracować z INFORMATION DESIRED. Na początku może jako Partner… Wziął numer telefonu Piotra i powiedział, że się odezwie.

Był czerwiec 2018 r. Minął miesiąc i Piotr zaczął tracić nadzieję. Aż tu nagle dzwoni Tomek.

- Zacząłem się powoli wdrażać. Zespół INFORMATION DESIRED przeszkolił mnie do pracy Partnera, zacząłem pisać artykuły do serwisów Inwestobiorców – mówi Piotr. Od razu jednak było widać, że Piotr ma smykałkę do zarządzania, do biznesu.

- To właściwie była praca zdalna i sam nie wiem, jak to się stało, ale zaczęliśmy się z Tomkiem Kuzakiem coraz częściej spotykać i rozmawiać o firmie i o tym, jak to działa w INFORMATION DESIRED. Chwilę później zacząłem być regularnie zapraszamy na cotygodniowe zebrania firmy i tak stopniowo, krok po kroku okazało się, że jestem w core teamie - relacjonuje.

Jego otwartość, umiejętność słuchania, ale i rozmawiania z ludźmi oraz zdolności analityczne i biznesowy zmył sprawiły, że błyskawicznie stał się niezastąpiony w relacjach z naszymi Partnerami. Sami nie wiemy kiedy…J

Wszystkie biznesy Piotrusia

Piotr zawsze miał głowę do interesów. Pochodzi z Lublina. Swój pierwszy biznes rozwinął na koloniach w podstawówce.

– Miałem osiem, dziewięć lat, a może jedenaście? Nie pamiętam. Pamiętam, że były wtedy Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej. Zorganizowałem wielkie zakłady, prowadziłem tabele, obstawialiśmy wyniki, dzieciaki przychodziły do mnie do pokoju, gdzie oglądaliśmy wszystkie mecze, bo udało mi się załatwić telewizor. Biznes kwitł – wspomina Piotr.

- Ostatecznie opiekunowie kolonii dowiedzieli się o wszystkim i zamknęli mój interes jeszcze przed finałami. Ale z tych kolonii i tak wróciłem z większą ilością gotówki niż dostałem od rodziców na wydatki, mimo, że kupowałem tam co chciałem – przyznaje z nieskrywaną dumą.

Potem, w liceum w klasie maturalnej trochę przypadkiem z kolegą rozkręcili kolejny biznes. - Ja tak dla zabawy na Facebooku odliczałem dni do matury, na każdy dzień wybierając inną piosenkę. Sporo ludzi to lajkowało i pomyśleliśmy z kumplem, że może by to jakoś wykorzystać. Zrobiliśmy dla żartu osobne konto na FB pt.: „nie piję, bo matura” i okazało się, że mamy coraz więcej fanów. Zebraliśmy kilka tysięcy ludzi, zaczęliśmy to promować, robić specjalne wlepki z tym hasłem. To była doskonała zabawa, ale rozkręciła się do niezłego biznesu. Ludzie z całej Polski kupowali od nas te wlepki, a potem wysyłali nam z nimi zdjęcia. W pewnym momencie cały Lublin był obklejony tymi wlepkami. Zaczęliśmy robić koszulki, a nawet zorganizowaliśmy w klubach kilka imprez pod sztandarem „nie piję, bo matura” – mówi Piotr.

Nie zostali milionerami, ale mogli sobie pozwolić na wszystko, nie biorąc pieniędzy od rodziców, więc szło im całkiem nieźle.

Przyszedł czas na studia. I na nowy biznes: Go Coffee! To rower gastronomiczny, z którym jednak nie było łatwo. Niemal rok trwało, żeby załatwić wszystkie potrzebne pozwolenia.

Potem Piotr zaczął jeździć jako kierowca Ubera. Najpierw podpiął się pod jakiegoś partnera, którego polecił mu kolega. Pojeździł 3-4 miesiące, sprawdził, jak to działa i szybko doszedł do wniosku, że właściwie nie musi jeździć sam, ale może zostać właśnie takim partnerem, który zatrudnia innych kierowców.

Podczas wakacji wyjechał do Francji, aby zarobić trochę podczas winobrania i zbierania moreli. Dodatkowo znalazł sponsora w postaci własnego ojca, kupił dwa samochody i zatrudnił dwóch ludzi. Sam jeździł już tylko czasem, dla przyjemności. I całe szczęście, inaczej nie spotkałby Tomka Kuzaka.

Wieczny student

„Na którym roku studiów zacząłeś przygodę z Uberem?” – pada pytanie. A Piotr tylko zaśmiał się nieco diabolicznie. No bo to było tak: - Generalnie powinienem już te studia skończyć. Właściwie kiedy zaczynałem jeździć Uberem, wcale nie byłem studentem, bo po trzech latach zrobiłem sobie rok przerwy, ale nie napisałem pracy licencjackiej. Potem wróciłem na studia, żeby je skończyć, ale z racji obowiązków zawodowych w INFORMATION DESIRED znów jakoś odpadłem – przyznaje Piotr.

Te jego studia to w ogóle dość skomplikowana sprawa. 3 lata na SGH, 1 rok na Collegium Civitas, gdzie studiował socjologię , żeby studiować marketing z dwóch stron – na SGH pod kątem biznesowym, a na CV marketing, reklamę i nowe media pod kątem socjologicznym.

O ten jego marketing w rodzinie musiała być niezła awantura. – Rodzice, dziadkowie i to z obu stron to lekarze, ciotki i wujkowie też. U mnie w rodzinie każdy jest lekarzem, no może oprócz jednej babci, która była pielęgniarką. Kiedy rodzicie dowiedzieli się, że nie mam zamiaru iść na studia medyczne, rwali sobie włosy z głowy. No, tata może nie, ale mama owszem. W końcu oboje uznali, że jak już łamię rodzinną tradycję, to jedyna uczelnia, która jest do przyjęcia to SGH – opowiada Piotr.

- Potem się zorientowałem, że na tym SGH bardziej zależało im niż mnie. I być może stąd ciągle brakuje mi determinacji, żeby skończyć te studia, a praca zawodowa ciągle okazuje się dla mnie ważniejsza i wychodzi jak wychodzi – dodaje.

Przyszły prezydent?

Kim chciałeś zostać, kiedy byłeś dzieckiem? – Prezydentem. Albo premierem – odpowiada bez namysłu. – Zawsze mnie ciągnęło w stronę polityki, co z resztą nadal siedzi mi w głowie, więc może kiedyś… - dodaje.

Ale zarzeka się, że to wcale nie dlatego, że lubi rządzić. – Ja po prostu lubię mieć wpływ na rzeczywistość, raczej ją zmieniać, niż kimkolwiek rządzić – wyjaśnia Piotr.

A my w INFORMATON DESIRED po cichu trzymamy kciuki, żeby odpuścił sobie tę politykę i zmieniał świat razem z nami zamiast iść do Sejmu, albo, co gorsza, do Pałacu Prezydenckiego. Tylko nie mówcie mu tego, że nie będziemy na niego głosować, jeśli wystartuje na prezydenta!