Tomasz Kuzak

Tomek Kuzak - założyciel Inquise Inc. i twórca INFORMATION DESIRED. Urodzony, by zrewolucjonizować to, co powinno zostać zrewolucjonizowane, choć słowo „rewolucja” to za mało. „Disrupt” – to byłoby bardziej odpowiednie określenie. A więc: „born to disrupt what needs to be disrupted” – Amerykanie doskonale to zrozumieją.

Tomasz KuzakA formalnie? Tomek jest nie tylko founderem, ale również członkiem zarządu Inquise Inc. – spółki, która stoi za INFORMATION DESIRED- oraz szefem Działu Wsparcia Sieci Sprzedaży. Ale to ciągle mało, żeby przedstawić Tomka w tych kilku słowach. Zdecydowanie za mało. Poznajcie go lepiej.

Pierwsze spekulacje na kuponach Lotto

- Kiedy byłem mały, większość moich kolegów wiedziała już, że chce zostać lekarzem, budowlańcem, księdzem czy strażakiem. A ja? Nie byłem w stanie określić jednym zdaniem, kim będę w przyszłości. Nie dlatego, że jako dziecko nie wiedziałem, nie miałem planów czy marzeń. Nie. Po prostu nie byłem w stanie krótko opisać tego, co siedziało mi w głowie – mówi Tomek, zaczynając swoją historię od wczesnych lat dziecięcych.

Nic dziwnego, że nie wiedział. To były czasy, kiedy Internet jeszcze nie istniał. Był co najwyżej w głowach kilku ludzi, naukowców, których jeszcze wtedy należało raczej nazwać marzycielami.

Pierwszy biznes Tomka? – Miałem kilka lat, to był początek szkoły podstawowej. Kupiłem kupon Lotto za 2 zł i próbowałem go sprzedać Cioci za 4 zł. Ciocia oczywiście bardzo się ucieszyła, że o niej pomyślałem, dopóki nie zorientowała się, że próbuję na niej spekulować. Wtedy już nie było miło i musiałem zwrócić jej różnicę w cenie – wspomina dziś Tomek z uśmiechem.

Sklepik szkolny zamiast fizyki i chemii

Pierwszy biznes mu nie wyszedł, ale się nie poddał. Na kolejny przyszedł czas w liceum. – Chodziłem do klasy matematyczno-fizycznej, moja klasa uczestniczyła w programie „Junior Achivement” sprowadzonym do Polski przez Fundację Batorego przy wsparciu ówczesnej Unii Wolności. Polegało to na tym, że mieliśmy w szkole dużo zajęć z ekonomii, przez rok uczyliśmy się, jak założyć i prowadzić biznes. Trzeba było opracować biznes plan. My zrobiliśmy sklepik szkolny. Ale nie tylko na papierze. Rzeczywiście go prowadziliśmy przez 8-9 miesięcy. Potem mieliśmy go zamknąć z końcem maja. A przecież szkoła się wtedy jeszcze nie kończy. Załatwiłem z dyrektorem, że mogę go prowadzić dalej, a klasie zaproponowałem, że odkupię od nich resztę niesprzedanego towaru. I tak przejąłem cały ten biznes, który prowadziłem jeszcze po wakacjach zanim młodsza klasa wdrożyła się, żeby zgodnie z planem go przejąć – opowiada Tomek. Szło tak dobrze, że jego biznes zaczął nawet sponsorować szkolne zawody koszykówki.

Nic dziwnego, że biznes się kręcił, skoro jego właściciel miał czas, żeby pilnować interesu. Tomek tego czasu miał znacznie więcej niż jego koledzy, bo nie chodził na połowę lekcji. Nie, nie wagarował, choć duszę już wtedy miał ułańską. W drugiej połowie liceum nauczyciele zdecydowali, żeby przenieść go na indywidualny tok nauczania. Po co? Żeby nie przeszkadzał innym podczas lekcji, nie wprawiał w zakłopotanie innych uczniów tym, że on już wszystko wie, a reszta nie nadąża. Skąd wiedział? Po prostu. Chłonął wiedzę sam. Matematyka, fizyka i chemia sprawiały mu problem jedynie dlatego, że na lekcjach z tych przedmiotów śmiertelnie się nudził. Wolał chodzić na olimpiady i konkursy wiedzy niż na lekcje. To zresztą bardzo mu się opłaciło – udział w olimpiadach szkolnych zapewnił mu indeksy na kilka uczelni zanim jeszcze zdał do klasy maturalnej.

Człowiek, który „zamknął licznik” Mensy

Dla członka Mensy to jednak nic nadzwyczajnego. Choć tym akurat Tomek nie lubi się chwalić i rzadko o tym mówi. Któregoś dnia po prostu dowiedział się o istnieniu Mensy i poszedł. To stowarzyszenie zrzeszające ludzi o wysokim ilorazie inteligencji – tych należących do górnych 2 proc. populacji.

- Po prostu lubię konkurencję, poszedłem się sprawdzić – opowiada Tomek. Wynik? IQ 172. - Wtedy nie chcieli mi powiedzieć, co to dokładnie oznacza, które miejsce zajmuję na ich liście, powiedzieli tylko, że przyjmują mnie do stowarzyszenia. Dopiero po latach dowiedziałem się, że to maksymalny wynik, zamknąłem licznik. To mniej więcej dwa odchylenia od normy, czyli jestem jeszcze bardziej odchylony niż ci odchyleni – śmieje się Tomek.

Tomasz Kuzak

To dlatego chcieli go ściągnąć m.in. do Szkoły Nauk Ścisłych przy Polskiej Akademii Nauk. – Ale ze mnie żaden naukowiec, przecież ja nie zapracowałem na to, po prostu taki się urodziłem. Poza tym mi wtedy imponowało SGH. To było rok 1995. Wszyscy wtedy chcieli być maklerami i doradcami inwestycyjnymi. Wszyscy myśleliśmy, że wystarczy chwilę się tam pouczyć, żeby zaraz zarabiać kilkukrotnie więcej niż nasi rodzice – wspomina Tomek. Ironia polega na tym, że zabrakło mu 2 punktów, żeby dostać się na studia dziennie. Nie odpuścił, poszedł na zaoczne.

I tak trafił na SGH, gdzie właściwie zaczyna się historia Inquise Inc., a właściwie spółki GDP, z której wykluło się Inquise. To tam spotkał ludzi, z którymi w większości pracuje do dziś. To tam wykorzystuje swoje „dwa odchylenia od normy”, zamiast teoretyzować i popisywać się nimi w pracach naukowych. – Bo tak powinno być, jak ktoś coś ma, powinien to wykorzystywać dla dobra ogółu. Wiem, to brzmi strasznie patetycznie, ale chodzi o to, żeby robić z tego pożytek – wyjaśnia Tomek.

„Chodź, będziemy robić stronki internetowe”

- Pierwszą moją firmą miał być dom rozliczeniowy kuponów rabatowych. Już wtedy, nad tym projektem pracowaliśmy razem z Markiem – mówi Tomek. Tak, z tym Markiem - Markiem Kucharskim, dziś prezesem i dyrektorem finansowym Inquise Inc.

- Mieliśmy nawet inwestora, ale ostatecznie nic z tego nie wyszło, bo w ostatniej chwili nas zostawił i pieniądze wydał na uruchomienie salonu samochodowego – mówi Tomek.

Potem przyszedł czas na firmę, która zajmowała się zleceniami reklamowymi. Nic specjalnego, ale toczyło się kilka lat no i było zgodne z kierunkiem studiów – zarządzanie i marketing.

Aż w 2001 roku przyszedł kolega i mówi: „Tomek, chodź będziemy robić stronki internetowe, na tym można nieźle zarobić. Mam już dwóch ludzi, grafika i programistę”. Tomek odpowiedział jedynie: „ok”. I tak powstało GDP – agencja interaktywna z mocnym działem programistycznym, właściwie agencja i softwarehouse w jednym.

Szybko jednak okazało się, że niezwykle ważne jest zarządzanie treścią. Ktoś powiedział: „napiszmy własne narzędzie do tego”. I tak zrobili. Nie, niestało się to szybko. W firmie sami perfekcjoniści, więc nie mogło zostać zrobione byle jak. Programiści pisali kod kilka lat, ale efekt był taki, że wyprzedzili technologicznie cały rynek. Tak powstał IDMS, na którym dziś opiera się INFORMATION DESIRED.

Supernarzędzie, którego nikt nie chciał kupić. Na szczęście

Skoro mamy takie narzędzie, którego nie ma nikt, to może będziemy je sprzedawać? – pomyśleli. Pomysł dobry, ale jakoś nikt nie chciał kupić. – Na szczęście – mówi dziś Tomek Kuzak. - Gdybyśmy je wtedy sprzedali, nie powstałby INFORMATION DESIRED. Bo skoro nikt nie chciał kupić, to pomyśleliśmy, że trzeba sprzedawać efekty prac naszego narzędzia, a nie samo narzędzie - dodaje.

W tym samym czasie zorientowali się, jak bardzo trudno ocenić użyteczność strony internetowej. - Zaczęliśmy analizować, jak to się dzieje, że człowiek trafia na jakąś stronę www, co sprawia, że na niej zostaje. Wiedzieliśmy już wtedy, że strony budowane przez nas są inne niż na rynku, że nie są tylko wirtualnymi wizytówkami firm, ale rzeczywiście przysparzają klientów. Ale przedsiębiorcy nie mieli gwarancji, że i u nich nasz koncept zadziała. Wywierali presję cenową, bo przecież takich firm, co robią strony internetowe są tysiące. W pewnym momencie uznaliśmy, że robimy swoją robotę prawie za darmo – opowiada Tomek.

I nagle „Eureka!”. – Skoro i tak oddajemy nasze produkty za tanio, to dajmy je w ogóle za darmo, a klient zapłaci nam dopiero po wykonanej pracy, kiedy zobaczy, że zbudowany przez nas serwis rzeczywiście przysparza mu klientów – mówi Tomek. Tak, to był właśnie ten moment, kiedy powstał INFORMATION DESIRED.

- Na początku wcale nie zdawałem sobie sprawy z tego, co się wydarzyło. Wydawało mi się, że tak działa miliony innych firm na świecie, bo to właściwie zupełnie naturalne, uczciwie. Ale nie, okazało się, że wszyscy sprzedają kota w worku i żądają za to pieniędzy z góry. Nikt na świecie nie oferuje przedsiębiorcom zbudowania serwisu internetowego, za który płaci się jedynie wtedy, kiedy spełnia on swoją funkcję – staje się w firmie de facto wirtualnym sprzedawcą – opowiada Tomek.

10 sekund – tyle wystarczy, żeby pokochać INFORMATION DESIRED

To dlatego właśnie klientów INFORMATION DESIRED nie trzeba przekonywać do tego produktu. – Moja ostatnia rozmowa trwała może 10 sekund. Nie zdążyłem powiedzieć ostatniego zdania mojego wstępu, kiedy przedsiębiorca powiedział: „wchodzę w to”. On po prostu zrozumiał błyskawicznie, że to, co oferujemy to dokładnie to, czego szukał od dawna na rynku, ale nikt nie był w stanie mu tego dać – mówi Tomek.

Dziwisz się, że w 10 sekund Tomek zdołał powiedzieć wystarczająco dużo, żeby kogokolwiek do czegokolwiek przekonać? Nie znasz Tomka. To człowiek, któremu nigdy nie zamykają się usta. Czasem w firmie zastanawiają się, kiedy on odpoczywa. Nie tylko od gadania, ale od pracy.

– Kiedy? Co za pytanie?! Praca nad INFORMATION DESIRED to dla mnie nie praca, to mnie nakręca, nie męczy, więc nie potrzebuję odpoczynku. INFORMATION DESIRED to po prostu wyzwanie – odpowiada Tomek.

Zresztą nie jedyne. – INFORMATION DESIRED to tylko jeden z projektów, nad którymi pracuję. W kolejce czeka jeszcze kilka innych, które rozwiązują globalne problemy i zmieniają nieefektywne zastane struktury w różnych branżach – mówi Tomek Kuzak. O co chodzi? To na razie tajemnica. – Mogę tylko dodać: „disrupt, what needs to be disrupted…” – dorzuca z uśmiechem.