Tomasz "Czochracz" Dobrowolski

Szef Działu Technologicznego, Leonardo da Vinci Internetu. Ten człowiek dosłownie żyje, eksperymentuje, eksploruje, tworzy w całości w Internecie. Niekończące się źródło energii i entuzjazmu, które motywuje największych pesymistów. Legendarna dbałość o szczegóły i nieustanne dążenie do doskonałości to tylko niektóre z jego zalet. Jego główna specjalność to metodologia skutecznego publikowania „Informacji Pożądanych” (zarówno w aspekcie technicznym, marketingowym i organizacyjnym). A! No i nikt tak jak on nie robi w tym kraju irokeza i nikt tak nie potrafi przyrządzić dyni Blue Hubbard.

Tomasz "Czochracz" Dobrowolski

Wszystko zaczęło się, kiedy Tomek miał jakieś 6 lat. – Jeszcze nikt nie wiedział, co to jest, a ja już miałem pierwszy komputer – mówi Tomek Dobrowolski. To było Commodore 64.

„Masz synu, pogrzeb sobie”

– Rzecz w tym, że od samego początku miałem z nim tylko same problemy. Mój Tata jest konstruktorem elektronikiem, dawał mi więc śrubokręt i mówił: ”masz synu, pogrzeb sobie” i tak zaczęła się moja przygoda z komputerami, od ich bebechów – wspomina Tomek.

Na początku, długim, bo aż 15-letnim początku, była to przede wszystkim przygoda z grami komputerowymi. Zmieniały się komputery, zmieniały się gry, ale to była istna „faza” na granie.

- Kiedy wszyscy mieli popularną Amigę, czy inne sprzęty z kolorowymi już ekranami, ja miałem nadal czarno-biały obraz. Ale co to był za sprzęt! Miałem już pierwszego PC-ta, w pełni profesjonalnego. To była typowa skrzynka, pudło, które oczywiście zacząłem rozbierać. Efekt był taki, że kiedy pierwsze komputery pojawiły się w szkołach, w moim przypadku to było w drugiej klasie liceum, na lekcje informatyki chodziłem raczej nie pobierać nauki, ale uczyć nauczycieli, jak te komputery obsługiwać – śmieje się dziś Tomek Dobrowolski.

Ale to wcale nie znaczy, że było łatwo. – Nikt nic nie wiedział, nie było się od kogo uczyć, nie było książek, ta wiedza płynęła latami, a do tego był mega śmietnik – wspomina Dobrowolski.

Skoro mowa o książkach… - Nie, ze szkołą nigdy nie było mi specjalnie po drodze. W szkole średniej miałem ciągle nagany od nauczycieli, bo wolałem komputer od książek. Po maturze miałem przerwę, w końcu zdecydowałem się na studia, poszedłem na psychologię na Uniwersytet Warszawski, bo to jeszcze jakoś wydawało mi się interesujące. Ale długo tam nie wytrzymałem. Po pół roku zadzwonił telefon, a w słuchawce padły słowa: „robimy GDP”. No i stwierdziłem: „a idę stąd w cholerę”.

Ale GDP to wcale nie była jego pierwsza praca.

„W pierwszej firmie poznałem większość gwiazd disco polo”

- Miałem 16 lat i pracowałem jako młodszy administrator sieci w firmie STD. To był wydawca muzyki disco polo. Poznałem tam większość ówczesnych gwiazd. To było zabawne – wspomina Tomek.

Potem zajął się grafiką, pracował jako freelancer. Kiedy pojawił się Internet, zaczął od razu uczyć się html-a. Znów trafił na etat do jakiejś firmy, ale tylko na dwa lata. Dlaczego tylko dwa? - Bo poznałem Tomka Kuzaka. To było 18 lat temu i tak jest do dziś – mówi Dobrowolski.

To wtedy dołączył do GDP – firmy założonej m.in. przez Tomka Kuzaka, która była ówczesnym softwarehousem i protoplastą Inquise Inc.

- Robiłem tam wszystko. Trzeba było zająć się grafiką, robiłem grafikę. Trzeba było coś zaprogramować, programowałem. Dziś nie jestem programistą, ale rozumiem ten język. Nie jestem też grafikiem. Kim jestem? Jestem człowiekiem uzależnionym od Internetu. Jestem człowiekiem, dla którego komputer to całe życie – przyznaje Tomek Dobrowolski.

Kim dziś jest w INFORMATION DESIRED? Biblioteką wiedzy – to chyba najlepsze określenie. Czochracz brał udział w tworzeniu IDMS – naszego autorskiego narzędzia do zarządzania treścią. Współtworzył też koncepcję przygotowywania i publikowania „Informacji Pożądanych”. Nikt tak dobrze jak on nie zna firmy od środka, każdego naszego narzędzia pracy, systemu, nikt tak dobrze nie wie, co jak działa i kto jak działa – bo to też spec od procedur i ludzi.

Para mroków z jaskini i gotowany kurczak z dynią

Jak rozpoznać szefa działu technologicznego? W innych firmach może i po flanelowej koszuli, ale u nas po glanach po kolana niezależnie od pory roku, mrocznych grafikach na t-shirtach i irokezie na głowie. Tak to właśnie Tomek Dobrowolski.

Tomasz "Czochracz" Dobrowolski– Kiedy miałem 12, a może i 14 lat, pomyślałem, że chyba powinienem wybrać sobie muzykę, której będę słuchał. Pożyczyłem jakieś kasety, puściłem coś Phila Collinsa i… nieeee, uznałem, że to nie dla mnie. Potem wpadłem na metal i to poczułem. Zacząłem szperać, przyszło hard techno, muzyka elektroniczna, maszynowa – to mnie wciągnęło i trzyma do dziś – mówi Tomek.

Jeśli zobaczycie na ulicy kogoś, kto może wyglądać jak Tomek, ale idzie u boku z kobietą w różowej bluzce – to na pewno nie Czochracz. – Chodziłem kiedyś sporo na imprezy gotyckie, doskonaliłem techniki, fotografowałem ludzi, tam zdałem sobie sprawę, że podobają mi się właśnie takie mroczne kobiety. Ale nie, to nie tam poznałem swoją żonę Paulinę. Poznałem ją oczywiście przez Internet. Byliśmy, jesteśmy, jak para mroków z jaskini, z tą różnicą, że zamiast kotów wolimy dietetyczne jedzenie – żartuje Czochracz.

Byli tak szczęśliwi, że dogadzali sobie, nie przejmując się całym światem, również kulinarnie. – No i się zakarmiliśmy. Ja nie czułem się dobrze w swojej skórze, nosiłem nie takie ciuchy, chciałem wyglądać inaczej, ale byłem tak gruby, że można mnie było popychać kijem, żebym się toczył. Aż w końcu powiedziałem „stop”. Zdoktoryzowałem się ze zdrowego żywienia i przestałem jeść świństwa. Ze 130 kg schudłem do 74 i to bez uprawiania sportu. Pomogły mi w tym moje buty – jeden waży jakieś 2,5 kg, więc jak nosisz na nogach cały dzień 5 kg, a do tego na szyi łańcuch, który waży kolejne 2 kg, to już nie potrzebujesz iść na siłownię, masz trening cały dzień – wyjaśnia Tomek.

Od kilku lat razem z żoną nie tykają już fast foodów, uważają na węglowodany, zawsze dokładnie liczą kalorie i doskonale się z tym czują. – Dzisiejsze śniadanie? To mój wczorajszy obiad, bo przygotowałem go więcej: gotowana dynia Blue Hubbard i kurczak na wodzie z olejem sezamowym. Zdrowo? Na maksa! Ale i obłędnie pysznie. Sam go robiłem, bo w kuchni rządzę ja – mówi Tomek. To całkiem jak w dziale technologicznym INFORMATION DESIRED. Ani tu ani tam nie ma miejsca na kompromisy. Perfekcjonizm na każdym polu.