Michał Niedźwiadek-Sanecki

Siła spokoju i powagi, niezastąpiony mentor i katalizator pozytywnych zmian w naszym projekcie – mówią o nim koledzy z INFORMATION DESIRED. Oficjalnie? Michał jest prezesem spółki Grodon, którą można nazwać oficjalnym przedstawicielem INFORMATION DESIRED w Polsce. Nieoficjalnie? Niezastąpiony kompan przy gotowaniu spaghetti w ilościach jak dla pułku wojska.

Michał Niedźwiadek-Sanecki- Jak INFORMATION DESIRED wymyśli, że trzeba coś zrobić, a nie do końca wiadomo jak od strony formalno-administracyjnej, to przychodzą do mnie – mówi Michał Niedźwiadek-Sanecki. „Do mnie” znaczy do spółki Grodon, której Michał jest właścicielem i prezesem. Właściwie można powiedzieć, że Grodon jest oficjalnym przedstawicielem INFORMATION DESIRED w Polsce.

Bo pamiętajmy, że Inquise Inc., której częścią jest projekt INFORMATION DESIRED jest spółką zarejestrowaną w USA. - Polskie firmy często mają opór przed kontaktem z zagraniczną firmą. Czasem okazuje się, że jakichś powodów z zagranicznym kontrahentem nie da się podpisać umowy sprzedaży, albo kiedy chodzi o leasing lub podpisanie umowy z pracownikiem. To wszystko zwykle jest możliwe bezpośrednio z InquiseInc. zarejestrowaną w USA, ale wymaga więcej „zachodu” – mówi Michał Niedźwiadek-Sanecki. I tu zjawia się on jak rycerz na białym koniu.

- Owszem, spółka Inquise Inc. mogłaby samodzielnie powołać do życia polski podmiot, ale po co generować dodatkowe koszty administracyjne, skoro Grodon właśnie tym się zajmuje, a z Tomkiem Kuzakiem znamy się od lat? No więc zawarliśmy umowę współpracy i wszystko działa jak powinno bez niepotrzebnego mnożenia bytów, tworzenia nowej księgowości, sekretariatu i całej tej administracji – mówi Michał.

- To tak jak przy budowie domu. Można samodzielnie szukać każdego jednego specjalisty, murarza, tynkarza, hydraulika itd., każdego z nich nadzorować i rozliczać się z nimi oddzielnie. A można zlecić wybudowanie domu firmie budowalnej, która wystawi jeden rachunek i będzie odpowiadać za realizację całego projektu. Grodon jest dla INFORMATION DESIRED taką „firmą budowlaną”, która jest generalnym wykonawcą. Zresztą nie tylko dla INFORMATION DESIRED, bo tego rodzaju usługi świadczy również dla innych firm z różnych branż – od rozrywki po branżę informatyczną.

- Na przykład bierzemy większe kontrakty i zlecamy dalej kilku mniejszym firmom. Możemy występować w przetargach jako całkiem już spora firma, albo reprezentować małe firmy w kontaktach z dużymi, bo te nie zawsze chcą zawierać kontrakty z zupełnie małymi na rynku – wyjaśnia Michał.

Ale nie, to nie tak, że Michał Niedźwiadek-Sanecki jest dla nas zwyczajnym pośrednikiem. Łączy nas znacznie więcej, w tym kultowy przepis na spaghetti.

Nie ma mowy o gotowych sosach z proszku

Jak do tego doszło, że firma Michała Niedźwiadka-Saneckiego zaczęła współpracować z INFORMATION DESIRED? Korzenie sięgają czasów, kiedy jeszcze żadna z tych firm nie istniała.

– Z Tomkiem Kuzakiem, twórcą INFORMATION DESIRED znamy się od dawna. Strach pomyśleć, ile to już lat. Jak powiem, że 20, to chyba nie doszacuję. Współpracujemy w zasadzie prawie od samego początku. Tomek właściwie założył swój pierwszy biznes nieco wcześniej niż ja. Od tamtej pory właściwie zawsze współpracowaliśmy bliżej lub dalej. To jeszcze nie był Inquise, ten pomysł rodził się długo, przeradzał z innych projektów, także i mój Grodon nie jest taki „stary”, ale właściwie od początku byłem z moimi wcześniejszymi firmami przy narodzinach Inquise i INFORMATION DESIRED – mówi Michał.

Zaczęło się tak: poznali się na SGH na pierwszym roku studiów. Michał dołączył do reszty studentów trochę później, bo przedłużył sobie nieco wakacyjną pracę w Londynie. Kiedy wrócił, semestr na uczelni już się zaczął. Miał zaległości, więc musiał szybko poznać nowych kolegów, żeby zdobyć notatki i nadrobić zaległości. Wtedy już Tomek i kilku innych kolegów zdążyli stworzyć „paczkę”. - A ponieważ oni są bardzo komunikatywni i błyskawicznie nawiązują nowe relacje, szybko wciągnęli mnie do „paczki” i zaczęła się przyjaźń, która trwa do dziś – wspomina Michał.

Właściwie z Tomkiem Kuzakiem połączyło go coś jeszcze - szukanie mieszkania. - Obaj nie jesteśmy z Warszawy, Tomek pochodzi z Sokołowa Podlaskiego, ja z Lublina. Studiowaliśmy zaocznie, ale przyjeżdżając do Warszawy co drugi weekend też musieliśmy gdzieś spać. Tomek wynajął jakieś mieszkanie, w którym ja mogłem też nocować z soboty na niedzielę. Mieliśmy wtedy taki rytuał, że zawsze w soboty po zajęciach gotowaliśmy razem spaghetti. Nie żeby tam jakieś gotowe sosy z proszku, wszystko robiliśmy sami ze świeżych warzyw, pomidory, cebula, papryka... Na to spaghetti schodziło się zawsze dużo osób, kolegów i koleżanek, bliższych i dalszych znajomych, u nas była taka baza – mówi Michał.

Tomek Kuzak już na studiach przeniósł się na stałe do Warszawy. Michał Niedźwiadek-Sanecki swojego rodzinnego Lublina nie porzucił. Tam się żyje wolniej, spokojniej. Czy lepiej? - Nie do końca. Jeśli chodzi o biznes, to mnie wręcz często denerwuje, że tu nikt się nigdzie nie spieszy, nie ma takiej otwartości na przedsiębiorczość, na zrobienie czegoś. Zawsze mnie to drażniło. Ale kiedy pojawiła się rodzina zdecydowałem, żeby zostać jednak w Lublinie, to dla dzieci jest to o wiele przyjaźniejsze miejsce – mówi Michał.

A wie, co mówi, jest ojcem piątki dzieci w wieku od 3 do 14 lat. To dopiero nie lada zadanie, żeby zorganizować życie rodzinne, kiedy każde z dzieci ma dodatkowe zajęcia, szkołę muzyczną i miliony innych zajęć, a tu przecież trzeba jeszcze prowadzić firmę. – Czasem przydają się techniki organizacyjne wyniesione z SGH – żartuje Michał Niedźwiadek-Sanecki.

Choć nie ma się tu z czego śmiać. Poziom organizacji Michała: level master. Teraz rozumiecie, dlaczego go potrzebujemy.