Jacek Prucia

Człowiek lasu, który od zawsze lubił się z maszynami. Jednak nie od zawsze wiedział, że powinien zostać programistą. Winni byli jego nauczyciele matematyki. Dziś jedną nogą jest w prawdziwym świecie, druga zaś stoi w świecie zbudowanym z kodu źródłowego. Kiedy staje przed zadaniem stworzenia nowej aplikacji, zwykle ma tylko dwa pytania: "ile mamy czasu?" i "jaki jest faktyczny cel tej aplikacji?".

Jacek PruciaW INFORMATION DESIRED Jacek Prucia formalnie jest programistą. To oznacza, że kiedy pojawia się jakiś pomysł, żeby stworzyć nowe oprogramowanie, nowe narzędzie, dodać jakąś nową funkcjonalność w serwisie internetowym lub oprogramowaniu, które je tworzy, wszyscy idą z tym do Jacka.

To formalnie. A w praktyce? - Nie tyle jestem czystym wyrobnikiem, czyli bezmyślnie realizuję to, co koledzy powiedzą, ale też zastanawiam się, czy dane rozwiązanie jest dobre i czy problemom, z którymi mierzą się koledzy, nie można zaradzić inaczej, może lepiej, może wygodniej – mówi Jacek. To bardziej artysta niż rzemieślnik.

Jeśli czytałeś sylwetkę Rafała Kotusiewicza, wiesz, że Jacek i Rafał zajmują się podobnymi rzeczami. Ale niech Cię to nie zwiedzie, panowie wcale nie pracują w jednym zespole. W zasadzie to zabawne, ale oni się skutecznie mijają. Nie, nie dlatego, żeby się nie lubili. Po prostu tak wyszło.

To było tak: kiedy lata temu w firmie GDP (protoplasty Inquise i INFORMATION DESIRED) zrodził się pomysł, żeby stworzyć swoje własne narzędzie do tworzenia serwisów internetowych i zarządzania treścią, za prace koncepcyjne odpowiedzialny był właśnie Jacek. To on tworzył zręby idei, na których powstał nasz IDMS. Ale akurat miał inne plany i na jakiś czas odsunął się od naszej firmy. Wtedy pojawił się Rafał i to on w zasadzie stworzył IDMS na podstawie założeń Jacka. A właściwie na bazie części z nich, bo część z nich postawił na głowie. Minęły lata i potem z kolei Rafał odsunął się do innych zadań, a opiekę nad IDMS znowu przejął Jacek.

Rzucił korpo, żeby pracować „po ludzku”

Jak to się właściwe stało, że Jacek lata temu trafił do naszego zespołu? - Wpadliśmy na siebie dosyć prozaiczne. Już pewnie z dekadę temu. Ja akurat rozstałem się z korpo i szukałem nowego miejsca pracy, gdzie mógłbym popracować bardziej po ludzku. I po prostu wysyłałem CV. Wysłałem też do GDP tworzonej przez Tomka Kuzaka, był tam już również Tomek Dobrowolski. Od razu wyczułem, że atmosfera pracy jest tam super i spośród wszystkich opcji, które miałem, wybrałem pracę właśnie z nimi. I tyle – mówi Jacek.

- Najpierw zaczęliśmy w trybie zwykłym, ale im dłużej pracowałem, tym bardziej dawałem się poznać nie tylko jako wyrobnik, ale i twórca, ktoś, kto ma pomysły i chce się z nimi wychylać - dodaje.

Po jakimś czasie ich drogi jednak się rozeszły. Kiedy Jacka nie było na naszym pokładzie, oprócz tego, że powstał IDMS, zrodziła się również koncepcja INFORMATION DESIRED. - Kiedy ten koncept dojrzał, chłopaki znów do mnie zadzwonili, żeby ściągnąć kogoś, kto wziąłby pod swoje skrzydła utrzymanie oprogramowania. No i tak jestem ponownie – mówi skromnie Jacek.

…przed erą dwóch Tomków

Zanim Jacek trafił do nas, był programistą, który miał epizody w różnych branżach, m.in. w bankowości czy usługach tworzenia oprogramowania na zamówienie. Zawsze to było programowanie, ale piece były różne.

Z wykształcenia nie jest jednak informatykiem. Kim więc? – Musimy się cofnąć do dzieciństwa. Chyba od 6. roku życia miałem styk z komputerami i bardzo się z tymi maszynami lubiłem. W bardzo wiele rzeczy się angażowałem, jeździłem na zloty komputerowych świrów – wspomina Jacek.

Ale kiedy przyszło wybrać dalszą ścieżkę nauki po szkole podstawowej, wybrał leśnictwo.- Uczyłem się w szkole średniej leśnej, a więc formalnie mam tytuł technika leśnika. Po zakończeniu szkoły, poszedłem również na studia leśne, na których spędziłem 5 lat, a na koniec stwierdziłem, że decyzja o podjęciu tych studiów była błędem i nie zakończyłem tych studiów, za to zacząłem pracę jako informatyk administrator – opowiada Jacek.

- Dopiero, kiedy po którymś z kolei razie ktoś zwracał mi uwagę, że jest zadowolony z moich kompetencji, ale bardzo nie podoba mu się, że zatrudnia programistę z edukacja leśnika, w końcu zdecydowałem się podjąć studia informatyczne – mówi Jacek. Jak zdecydował, tak zrobił i skończył licencjackie studia informatyczne. Tak dla formalności.

- W tym okresie, kiedy pracowałem jako informatyk różnej maści, ale nie miałem jeszcze formalnego wykształcenia, zdarzały mi się bardzo zabawne sytuacje. Ci, którzy widzieli moje CV, zadawali dziwne pytania – wspomina z uśmiechem. Jakie? Lepiej nie pytajcie.

Jak to się stało, że z lasu wrócił przed komputer? Po prostu nigdy wcale od niego nie odchodził. – W szkole średniej angażowałem się w demo scenę – to taka subkultura łącząca ludzi, którzy ścigali się w pisaniu programów komputerowych demonstrujących ich umiejętności. Nie tylko programistów, ale również grafików, a nawet muzyków. Piękne czasy – mówi Jacek. - Potem, w czasie studiów, poszedłem dalej i włączyłem się do Polskiej Grupy Użytkowników Linuxa. A jednocześnie zaczęły wpadać mi już fuchy i pierwsze prace związane z umiejętnościami administracyjnymi w sieci komputerowej. I tak to się zaczęło – wyjaśnia.

Odkrycie po latach: to wina nauczycieli

Skąd więc zatem ten las? – Pamiętajmy, że to były inne czasy. Po pierwsze panowało wtedy przekonanie, że dobry informatyk to jest bardzo dobry matematyk. A ja z matematyką do końca szkoły średniej byłem na bakier. Po latach okazało się, że to nie ze mną było coś nie tak, tylko z moimi nauczycielami, bo kiedy na studiach informatycznych musiałem przysiąść nad matematyką, nie miałem z tym najmniejszego problemu – mówi Jacek.

- Po drugie, wtedy, kiedy ja musiałem podejmować decyzję, co dalej z moim żywotem, komputery były w Polsce jeszcze rzadkością, to była nowość i nikt jeszcze nie wierzył, że to jest coś, co może dać realny zawód. Informatyka nie była nawet samodzielnym wydziałem na uczelniach, a specjalizacją na wydziałach elektroniki. Dlatego jednak wybrałem leśnictwo. Trochę na zasadzie: „a spróbujmy, co z tego wyjdzie” – wyjaśnia.

I dodaje: To, że jednak rzuciłem studia, nie spowodowało, że las przestał mnie pociągać. On zawsze mnie kręcił, ale w sposób romantyczny, a leśnictwo to jest głównie produkcja i sprzedaż drewna. Rzeczywistość okazała się bardzo przyziemna.

Ile drzew w życiu posadził? – Dużo. Nie powiem ile. Nie dlatego, że jestem złośliwy, ale nie wiem. Tego się nie liczy na sztuki, tylko na powierzchnię. Razem z klasą w ciągu kilku lat posadziliśmy kilkanaście hektarów lasu – mówi Jacek.

Ile ściął? - Niezbyt wiele. Był organizowany kurs na pilarza, na który się zapisałem, ale ostatecznie uprawnień pilarza nie otrzymałem, bo ścinanie nie bardzo mi wychodziło – wyjaśnia Jacek.

Taki typ, woli tworzyć niż niszczyć.