Bogumił Bronowicz

Człowiek orkiestra i to nie dlatego, że gra na gitarze i perkusji. Bogumił to pierwszy pracownik INFORMATION DESIRED związany z firmą zanim jeszcze przyjęliśmy tę nazwę. Kiedy był mały, wydawał całe kieszonkowe na modele samolotów z dawnych czasów. To zmieniło jego życie i ostatecznie zaprowadziło do INFORMATION DESIRED. To Bogumił najlepiej zna naszych Inwestobiorców, serwisy internetowe wielu z nich budował samodzielnie od zera. Ale musimy przyznać, że dziś uwięziliśmy go trochę za biurkiem. To dlatego, że rozrastamy się szybko i czas, aby Bogumił swoją wiedzą zaczął dzielić się z nowymi Partnerami INFORMATION DESIRED zamiast robić wszystko samemu – na to mimo chęci, zabrakłoby mu i rąk i czasu.

Bogumił BronowiczAbsolwent historii na UW, który pracę magisterską pisał na temat wywiadu wojskowego Austro-Węgier przed I Wojną Światową, niedoszły doktorant, który po studiach zajął się elektronarzędziami. Dziwne? Owszem. Co go sprowadziło zatem do Internetu?

Samoloty z czasów wojny

Skąd pomysł na studiowanie historii? - Moja historia jest właściwie taka sama, jak promotora mojej pracy magisterskiej, prof. Pawła Wieczorkiewicza. Kiedyś podczas zajęć powiedział nam: „jak byłem mały, dostałem pod choinkę kilka ołowianych żołnierzyków i zakochałem się w historii”. Zabrzmiało to cudownie. U mnie to nie były żołnierzyki tylko modele samolotów, głównie w czasów obydwu wojen światowych. Ale zakochanie było to samo – mówi Bogumił Bronowicz.

- Mój ojciec jest konstruktorem śmigłowcowym, więc jako dzieci dostaliśmy od niego z bratem książkę „Encyklopedia lotnictwa”. Wtedy nie było gier komputerowych, nie było bajek w telewizji, była tylko ta encyklopedia. Kochaliśmy ją i wertowaliśmy z zapartym tchem każdego dnia – dodaje.

Ta dziecięca pasja zaprowadziła go na Uniwersytet, a po obronie pracy magisterskiej nawet na seminarium doktoranckie. Nic z tego jednak nie wyszło. - Szybko sytuacja ekonomiczna zmusiła mnie do tego, żeby nie kontynuować pracy naukowej, tylko po prostu zacząć zarabiać na chleb – mówi Bogumił. I tak wylądował w firmie importującej elektronarzędzia.

Być jak Jack London

Po tamtych studenckich czasach pozostała mu umiejętność pisania. - Studiowanie historii to dużo pisania i jeszcze więcej czytania – mówi Bogumił. Dzięki temu w INFORMATION DESIRED świetnie radzi sobie nie tylko jako osoba szkoląca w prowadzeniu projektów internetowych, ale również sam pisze artykuły do serwisów internetowych naszych Inwestobiorców, robi zdjęcia, nagrywa krótkie filmy. Jednym słowem – wszystko. Od początku był samowystarczalny. Był firmą w firmie.

- Język artykułów internetowych jest dość specyficzny, powinien być jak dobra proza, z fabułą, która musi wciągać, być żywa, namacalna. Jak czytasz Jacka Londona to widzisz, że on nie pisze wyrafinowanym językiem, a wciąga w swoją opowieść jak mało kto właśnie tym swoim prostym językiem, nawiązuje w ten sposób relację z czytelnikiem – mówi Bogumił.

- I takie są nasze artykuły w serwisach internetowych Inwestobiorców. Sam mam taką zasadę: między Przedsiębiorcą a Klientem jest jakaś czasoprzestrzeń i trzeba pisać tak, żeby ją pokonać, przekroczyć odległość, przenieść się w czasie i dać czytelnikowi poczucie, że rozmawia z kimś oko w oko. To jest punkt wyjścia do tego, żeby tekst był prosty, zrozumiały, bezpośredni i nie powodował podejrzeń, że jest w tym jakieś drugie dno – wyjaśnia Bogumił.

Z elektronarzędzi do muzeum

Zanim jednak Bogumił zaczął pokonywać z nami czasoprzestrzeń, pracował w firmie zajmującej się importem elektronarzędzi. Był świeżo po studiach, rzucił doktorat, gdzieś trzeba było zarabiać.

- Pomagałem budować markę tej firmy. To było trudne, bo panowało tam przestarzałe przekonanie, że wystarczy nadrukować plakatów i obniżyć ceny, żeby samo się rozkręciło – mówi Bogumił.

Jednak tam właśnie zaczęła się jego przygoda z Internetem. - Dostałem zadanie zorganizowania jakiejś strony internetowej do tego biznesu i pierwsze doświadczenia polegały na tym, że przygotowywałem opisy produktów na tę stronę. To były generalnie ciężkie czasy, rok 2003, wtedy kończyłem studia, był kryzys, ciężko było o jakąkolwiek pracę. Ale dziś nie żałuję. Gdyby nie te elektronarzędzia być może nigdy nie trafiłbym do branży internetowej – opowiada.

Z czasem sam zaczął robić strony internetowe. Trochę hobbistycznie, jeszcze nie na poważnie. Wtedy ktoś ze wspólnych znajomych poznał go z Tomkiem Dobrowolskim.

- Inquise wówczas był na etapie tworzenia zaawansowanego narzędzia do zarządzania treścią i budowy stron internetowych i plan był taki, żeby udostępniać to narzędzie na zewnątrz. Tak się spotkaliśmy. Dostawałem od Tomka Dobrowolskiego, dziś szefa Działu Technicznego INFORMATION DESIRED instancję, na której mogłem budować zupełnie nowy serwis. Do tego było jeszcze nagranie rozmowy z jakimś nowym Przedsiębiorcą. Na tej podstawie tworzyłem listę tematów, pisałem artykuły i tworzyłem od zera serwis internetowy dla jego potencjalnych Klientów z Internetu – mówi Bogumił Bronowicz.

Wtedy Bogumił był jeszcze zewnętrznym satelitą krążącym wokół Inquise. Współpracował głównie z Tomkiem Dobrowolskim. - O Tomku Kuzaku wiedziałem najwyżej, że taki gdzieś tam istnieje – mówi Bogumił. W tym okresie nadal ciągnęło go do historii.

Z jednej strony robił już serwisy internetowe dla Przedsiębiorców, z drugiej współtworzył m.in. Wirtualny Sztetl – jeden z projektów internetowych Muzeum Historii Żydów Polskich.

– Dziś ten projekt ma chyba nie gorszą odwiedzalność w sieci niż samo muzeum – mówi Bogumił. – Chcieli mnie tam nawet ściągnąć na stałe, na etat, ale ja już wtedy wiedziałem, że w Internecie należy działać inaczej – nie skupiać się na „ciasteczkach”, lecz przede wszystkim na dostarczaniu informacji pożądanych przez odbiorców tego projektu z sieci Internet. Szefostwo miało inne podejście, wiedziałem, że się nie dogadamy – dodaje.

Przykuliśmy go kajdankami do biurka

Bogumił skupił się więc tylko na pracy z nami. Dziś jest naszym najbardziej doświadczonym pracownikiem, nie jest już satelitą krążącym wokół INFORMATION DESIRED na własnych zasadach. Jest trzonem naszej firmy.

Problem polega na tym, że zaczęliśmy się szybko rozwijać. Potrzebujemy więcej takich Bogumiłów. Najlepiej byłoby go sklonować, ale to niemożliwe. Dlatego zdecydowaliśmy: ściągamy Bogumiła z terenu i przykuwamy do biurka. Choćby siłą. Dlaczego? Żeby mógł swoją wiedzę z zakresu każdego odcinka obsługi Inwestobiorcy przekazywać nowym Partnerom. Tylko tak możemy ominąć klonowanie. Na szczęście Bogumił nie wierzga w tych kajdanach. Czasem nawet się uśmiecha, nie jest mu więc chyba źle w roli internetowego pedagoga.